Gwiezdne Wrota: Wszechświat - recenzja serialu

niedziela, 14 października 2018

"Stargate: Universe" lub "Gwiezdne Wrota: Wszechświat" - jak kto woli - to kontynuacja znanego serialu o tematyce kosmicznej. Serial zbiera średnie oceny i pełne zachwytu recenzje - głównie z tego względu postanowiłem go obejrzeć. Jak jest w rzeczywistości?

Główni bohaterowie to grupka osób, która znalazła się na opuszczonym statku kosmicznym, przemierzającym kosmos od setek tysięcy lat. Uwięzieni walczą, by przeżyć i wrócić na Ziemię. Po drodze odwiedzają różnorakie planety, stawiają czoła niebezpieczeństwom i zmagają się z wewnętrznymi konfliktami.

"Stargate" to przede wszystkim serial przygodowy. Fabuła nie skupia się jedynie na podróżowaniu - autorzy skupiają się również na uczuciach i emocjach, z którymi borykają się główni bohaterowie. Jest to podane w taki sposób, że właściwie ich rozterki i tak średnio mnie obchodziły.
Stargate: Universe - recenzja serialu
Niby mamy różne planety, ale tak naprawdę stanowią one jedynie tło, ponieważ większa część akcji rozgrywa się na pokładzie statku kosmicznego. Nie panuje tu klimat znany z "The Expanse" - lubię statki kosmiczne, ale w tym przypadku tak sobie, bo statek przypomina bardziej magazyn niż faktycznie statek.

Fabuła jest nijaka i średnio wciągająca, bo niby każdy odcinek jest o czymś zupełnie innym, ale w gruncie rzeczy równie dobrze możemy zrobić "timeskip" od drugiego do piątego - i tak będziemy na bieżąco.

Gra aktorska stoi na przeciętnym poziomie, postacie nie sprawiają wrażenia ostro zarysowanych, są raczej mdłe i nieciekawe - żadna z ról nie przykuwa uwagi. Efekty specjalne to kompletne nieporozumienie (pozdrawiam tych, co twierdzili, że w "The Expanse" efekty ble) - momentami byłem przerażony.

"Gwiezdne Wrota"  to serial pełen minusów. Jeżeli jesteś serialowym koneserem, a nie fanem kosmicznych tworów, to omijaj tę produkcję szerokim łukiem. Polecę ją natomiast tej drugiej części widzów sięgających po "Stargate", bo jest to bardzo lekki serial, na którym nie trzeba się za mocno skupiać. Nie jest to kompletna katastrofa, bo dotrwałem do ostatniego odcinka - z tym, że ja akurat kosmiczne twory lubię.

Ocena: 6/10.

The Expanse - recenzja serialu

piątek, 5 października 2018

The Expanse - recenzja serialu"The Expanse" to serial o bliskiej mi tematyce - jestem zagorzałym fanem kosmicznych produkcji. Seriali o podobnej tematyce ukazuje się stanowczo za mało - w szczególności tych na poziomie.

Historii przedstawionej w "The Expanse" nie śledzimy jedynie z jednej perspektywy - dodaje to z pewnością lekkości. To ważne, ponieważ sama historia jest bardzo rozbudowana. Pierwsze odcinki przewijałem, bo nie byłem w stanie na poczekaniu przeanalizować faktów. W tych pierwszych odcinkach poznajemy mnóstwo bohaterów i całe serialowe uniwersum - co uważam za minus - dlatego bardzo łatwo się pogubić.

Mamy detektywa Joe Millera (Thomas Jane, który jest de facto najwyraźniej zarysowaną, a także moją ulubioną postacią tej serii) oraz Jamesa Holdena (Steven Strait), zastępcę dowódcy okrętu Canterbury.

Warto wspomnieć o głównych frakcjach w "The Expanse" - relacje między nimi z odcinka na odcinek stają się coraz bardziej napięte. Wzajemne podejrzenia doprowadzają wszystkich na skraj wojny - do tego być może wkrótce świat będzie zmuszony stawić czoło nowym niebezpieczeństwom, o których dowiecie się z fabuły serialu.

Serial dość wiernie przedstawia historię opowiadają w książce - to z pewnością jeden z plusów. Odcinki kręcone są naprawdę solidnie - na pierwszy rzut oka widać ogrom pracy i talent osób odpowiedzialnych za stworzenie tej produkcji. Wizualnie "The Expanse" prezentuje się naprawdę dobrze (mimo, że serial nie dysponuje kosmicznym budżetem) - całość jest bardzo przyjemna dla oka.

Podsumowując - "The Expanse" to bardzo solidny serial. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to najlepsza kosmiczna produkcja (serialowa), jaką oglądałem. Niezła gra aktorska, ciekawe ujęcia i efekty, które mimo średniego budżetu prezentują się w porządku - czego chcieć więcej? Fabuły! Fabuła wciąga, ale nie od razu - należy przemęczyć się przez kilka pierwszych odcinków. Na koniec wspomnę jeszcze, że historia jest niewątpliwie najmocniejszą stroną serialu - "The Expanse" to przede wszystkim HISTORIA, nie zapychacze/fillery, które nie posuwają fabuły naprzód.

Ocena: 7,5/10.

Glitch - recenzja serialu

niedziela, 23 września 2018

Glitch - recenzja serialuW zeszłym tygodniu natrafiłem na serial pt. "Glitch". Fabuła opiera się na motywie, który już widziałem - na szczęście była to bardzo kiepska produkcja, dlatego nie przeszkadza mi, że "Glitch" bazuje na już utartym schemacie.

Sześć osób powstaje z grobów - z tego miejsca rozpoczynamy naszą przygodę z głównymi bohaterami serii. Produkcja przypadła mi do gustu od samego początku - sprawiała wrażenie intrygującej i niebanalnej, dlatego też byłem zdziwiony jej niską popularnością. Okazało się, że Netflix zaangażował się w realizację dopiero drugiego sezonu "Glitcha" - wszystko stało się jasne. Nic dziwnego, że serial do nas "nie dotarł".

Do rzeczy. Nie chcę zdradzać szczegółów fabuły, aczkolwiek jestem pod niemałym wrażeniem całej historii. Pierwszy sezon intryguje, wzbudza ciekawość.  Dalej jest tylko lepiej.

Oba sezony mają po sześć odcinków - trochę mało. Chętnie poznałbym lepiej głównych bohaterów. Zwłaszcza, że ich życiorysy bardzo się od siebie różnią.

Jeżeli chodzi o samą akcję, to przydałyby się małe przerywniki - mam na myśli przerwy pomiędzy właściwą historią a wątkami pobocznymi. Co za dużo, to niezdrowo, aczkolwiek odrobina wytchnienia nie zaszkodzi. Serial jest ładnie i sugestywnie nakręcony, postaci ostro zarysowane i mało irytujące. Gra aktorska stoi na dobrym poziomie i przyjemnie się to ogląda. Jeżeli szukasz czegoś nowego, przyjemnego dla oka, dobrze zrealizowanego i wciągającego fabularnie, to bardzo polecam - szczególnie ze względu na to, że cała seria jest mocno niedoceniana.

Zdarza Ci się tonąć w zalewie gówna, przeglądając mniej znane produkcje? Ruszam na ratunek z papierem toaletowym. "Glitch" to serial, który warto obejrzeć.

Ocena: 7/10.

Breaking Bad - recenzja serialu

niedziela, 16 września 2018


"Breaking Bad" to serial, o którym słyszeli wszyscy. Opowieść o nauczycielu chemii, który wiedzie - wprawdzie tylko pozornie - spokojne i przeciętne życie. Wieść o zaawansowanym nowotworze zmienia w życiu Waltera bardzo wiele - chcąc zapewnić przyszłość rodzinie, próbuje swoich sił w narkotykowym biznesie. Okazuje się, że ogromna wiedza daje Waltowi ogromną przewagę nad konkurencją. Z kolejnymi odcinkami obserwujemy zmiany - szczególnie mentalne - jakie niesie ze sobą takie "hobby".

Breaking Bad - recenzja serialuDość na temat fabuły. Zanim zabrałem się za "Breaking Bad", miałem spore wątpliwości - mimo bardzo pozytywnych opinii na temat serialu. Co może być ciekawego w serialu traktującym o produkcji i handlu narkotyków? Nie jestem ćpunem, dlatego perspektywa oglądania kilku sezonów "Breaking Bad" wydawała mi się mało atrakcyjną opcją. Jakże się pomyliłem! Jeżeli macie tego typu rozterki, to bez obaw - dajcie Walterowi szansę. Już pierwszy odcinek mnie zainteresował. Chwilę potem byłem już całkowicie uzależniony. Gra aktorska Bryana Cranstona momentami wprawia w zachwyt - niektóre sceny są tak epickie, że nie sposób nie pomyśleć: "ale on jest zajebisty!" - jak obejrzycie parę odcinków, to przekonacie się, co mam na myśli. Do minusów "Breaking Bad" zaliczyłbym przede wszystkim irytujących bohaterów drugoplanowych (np. rodzinę Waltera) - momentami miałem ochotę wziąć sprawy w swoje ręce i samemu pokierować fabułą.

"Breaking Bad" pokazuje, do czego jesteśmy w stanie się posunąć w akcie desperacji. Serial został zakończony w najodpowiedniejszym momencie, dzięki czemu zakończenie jest naprawdę dobre (choć mogłoby być lepsze). Fabuła to prawdziwy majstersztyk - zachwyca nawet, jeżeli widz nie jest zainteresowany tą tematyką. Ujęcia są naprawdę przemyślane i przyjemne dla oka. Przyznaję, że ja - osoba, która z wielkim oporem zabierała się za Breaking Bad - oglądałem kilka odcinków dziennie i przeważnie kończyłem seans dopiero około czwartej nad ranem.

Podsumowując - bo nie chcę, by moja recenzja zdradzała zbyt wiele z fabuły - Breaking Bad to serial, który prawdopodobnie nie będzie Twoją pierwszą opcją, ale jak już skończą Ci się inne produkcje, to zaryzykujesz i będziesz naprawdę pozytywnie zaskoczony. Perfekcja aż bije tutaj po oczach - poziom całości mógłbym porównywać do najlepszych filmów, jakie oglądałem. Co najlepsze - ten poziom nie maleje przez pięć kolejnych sezonów. Mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie. Niewątpliwie "Breaking Bad" przez lata będzie wzorem do naśladowania dla kolejnych produkcji, bo mamy tutaj wszystko, czego brakuje nam w przypadku innych seriali. Prawdziwa perełka - dla tych najbardziej wybrednych też.

Ocena: 9/10.

Czarne Lustro/Black Mirror - recenzja serialu

piątek, 24 sierpnia 2018

"Black Mirror" uznawany jest za jeden z najoryginalniejszych seriali ostatnich lat, aczkolwiek pierwszy odcinek mnie odrzucił. Skreśliłem całą na jakiś czas. Za drugim podejściem przebrnąłem i - muszę przyznać - nie żałuję. Często miewam podobne sytuacje, dlatego do części seriali po prostu wracam.

Serial opowiada przede wszystkim o technologii - o jej niezaprzeczalnym rozwoju i negatywnym oddziaływaniu na ludzi. Zdaniem twórców "Black Mirror" wina nie leży wcale po stronie technologii - to My posługujemy się nią w nieodpowiedni sposób - jeżeli postęp jest zły, to tylko pozornie.

Czarne Lustro/Black Mirror - recenzja serialuKażdy odcinek opowiada inną, całkowicie odrębną historę. Wszystkie sezony zawierają przynajmniej jeden, odstający od reszty epizod, który na tle pozostałych wypada co najmniej słabo - wydaje mi się, że to największy minus tej produkcji.

Forma serialu jest dziwna i dość abstrakcyjna, jednak fabuła porusza bardzo interesujące zagadnienia, a także obrazuje wyjątkowo prawdopodobne wizje przyszłości - co ciekawe, niektóre historie są tak prorocze, że aż przerażające.

Każdy odcinek opowiada o czymś zupełnie innym. Mnie również odrzucają tego typu rozwiązania, ale w przypadku "Black Mirror" sprawa ma się nieco inaczej - mimo tego, że bohaterowie towarzyszą nam bardzo krótko, główne role są obsadzone tak, że nie sposób ich nie polubić. Wystarczy kilka minut.

"Czarne Lustro" to serial przede wszystkim zaskakujący - niemalże bez przerwy. Odcinki wywołują skrajne emocje - to niewątpliwie na plus. Bywało, że po seansie - kiedy kładłem się spać - przez dłuższą chwilę analizowałem to, co przed chwilą obejrzałem, starając się wyciągnąć jakieś wnioski.

"Black Mirror" polecam głównie tej otwartej na nowe doznania części "serialoholików". Gwarantuję, że po paru odcinkach z pewnością pokochacie ten serial. Daję mocną ósemkę - z powodu tych słabszych odcinków, o których wspominałem.

Ocena: 8/10


The Originals - recenzja serialu

piątek, 10 sierpnia 2018

"The Originals" - o tym serialu powinienem napisać już dawno temu. Jakiś czas temu miała miejsce premiera ostatniego już odcinka "Pierwotnych", wielka szkoda. Serial jest spin-offem "Pamiętników Wampirów", jednakże oba seriale mają ze sobą niewiele wspólnego - jest to moja subiektywna opinia. "The Originals" wypada dużo lepiej - pod względem postaci, gry aktorskiej i realizacji. 

 The Originals - recenzja serialu
"The Originals" to wersja "TVD" skierowana do nieco starszej widowni. Serial nie kojarzy się aż tak mocno ze "Zmierzchem", nie skupia się na miłosnych rozterkach, ale na walce o władze, intrygach i rozwoju postaci, które - wraz z biegiem wydarzeń - w dużym stopniu się zmieniają. Szczególnie interesującą i wyraźnie zarysowaną postacią jest Klaus Mikaelson - mój serialowy ulubieniec. 

Serial ma swoje mocniejsze, ale i te nieco słabsze momenty. Plusem niewątpliwie jest fakt, że poza fabułą mamy również dość wartką akcję. Warto wspomnieć, że w "The Originals" możemy zaobserwować całkiem dobrą grę aktorską - co rzadko się zdarza w tego typu serialach. Szczególnie odtwórcę roli Klausa, Josepha Morgana, ogląda się naprawdę przyjemnie. 

Kolejnym plusem "Pierwotnych" jest muzyka, która dopełnia klimatu i - choć nie do końca mainstreamowa - dobrana została bardzo trafnie. 

Podsumowując - serial oceniam bardzo pozytywnie. Wampiry, wilkołaki i czarownice - czego więcej nam trzeba? Momentami da się wyczuć, że to spin-off produkcji dla nastolatków, ale takie młodzieżowe ciągoty w "The Originals" są zauważalne sporadycznie. Mamy tu sporo krwi i brutalności, której brakuje mi w większości tego typu produkcji. Zakończenie wydaje mi się nieco rozczarowujące - choć przemyślane, to zdecydowanie przykre, z punktu widzenia fana. 

Wydaje mi się, że "The Originals" to najlepszy serial o wampirach, jaki oglądałem. Czy nad wyrost? Przekonajcie się sami i dajcie znać, jak obejrzycie ostatni sezon. Jeżeli szukasz produkcji o takiej tematyce, to - moim skromnym zdaniem - trudno o lepszy wybór.

Ocena: 7,5/10

Gra o Tron/Game of Thrones - recenzja serialu

wtorek, 7 sierpnia 2018

"Gra o Tron" - czyli adaptacja sagi George'a R.R. Martina, której motywem przewodnim są konflikty powodowane walką o władzę. Tytułowa "gra o tron" toczy się wokół rodzin szlacheckich mistycznej krainy Westeros.

 Gra o Tron/Game of Thrones - recenzja serialuJeżeli chodzi o moje subiektywne odczucia - pierwsze odcinki tego serialu uważam za wyjątkowo nieudane. Są nie tylko nudne, ale i również odrzucające. Za którymś razem przez nie przebrnąłem - głównie za sprawą pozytywnych opinii na temat "Gry o Tron" w sieci. Potem jest już zdecydowanie lepiej. I całe szczęście.

Fabuła trzyma w napięciu i nie ma do czego się przyczepić - jest bowiem inspirowana geniuszem George'a R.R. Martina - za sprawą interesującej historii, serial z kolejnymi sezonami nie traci, a jeszcze bardziej zyskuje na popularności. Dużą rolę odgrywa też niezmiennie rosnący budżet i gra aktorska na wysokim poziomie. Kto ostatecznie zasiądzie na tronie? Tego możemy się jedynie domyślać i wydaje mi się, że z biegiem czasu coraz bardziej domyślamy się zakończenia.

Warto wspomnieć o bohaterach "Gry o Tron". Każdy z nich ma określoną rolę do odegrania i jest "po coś". Postacie są silnie zarysowane i mają w sobie sporo indywidualności. Świat serialu przypomina mroczne wieki, czyli wczesne średniowiecze - epokę wyjątkowo brutalną. Mamy też sporo elementów fantastycznych np. smoki.

Jeżeli miałbym porównywać "Grę o Tron" z czymkolwiek innym, to chyba najbardziej zbliżoną do niej sagą wydaje się "Władca Pierścieni" Tolkiena. Fani Aragorna nie powinni czuć się rozczarowani John'em. Bohaterowie serialu dążą przede wszystkim do pokonania zła - wszelakiego rodzaju zła - które napływa do Westeros całymi hordami (dosłownie i w przenośni).

Wspomnę też o pięknych zdjęciach, scenach plenerowych i zapierających dech w piersiach krajobrazach. Wielkie brawa, bo to właśnie te elementy sprawiają, że klimat serialu jest zdecydowanie wyczuwalny.

Podsumowując - "Gra o Tron" to udana produkcja. Wystarczy przebrnąć przez pierwsze odcinki. Wciągająca fabuła, dobra gra aktorska, zachwycające ujęcia i ogromny budżet - te elementy pozwalają serialowi plasować się w ścisłej czołówce. Polecam każdemu - jeśli jesteś osobą otwartą na tę tematykę, to nawet nie zastanawiaj się nad wyborem.

Ocena: 9/10.