Jak zacząć oszczędzać pieniądze?

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Postanowiłem wzbogacić bloga o różnego rodzaju poradniki, które się Wam przydadzą lub nie.

Jako, że nie jestem jakoś specjalnie stary, to swój wpis kieruję głównie do osób młodych. Wydaje mi się, że głównie osoby młode mają problemy z wydawaniem pieniędzy.

Kiedy byłem nastolatkiem, pieniądze nie trzymały się mnie w ogóle. Zrozumiałem, że nie jestem w stanie oszczędzać, powstrzymywać się przed ich trwonieniem, toteż zawsze w momencie, kiedy pojawiały się jakieś dodatkowe fundusze, kupowałem coś wartościowego. U mnie było łatwiej, bo miałem pasję, to inwestowałem w pasję, ale jeszcze zanim tę pasję w sobie odkryłem, kupowałem np. różnego rodzaju części do komputera - po co? Po to, by wydać te pieniądze na coś wartościowego, zamiast stopniowo wydawać je na słodycze, napoje i inne pierdoły. Dzięki temu zamiast dwudziestu paczek chipsów w ciągu miesiąca, miałem jedną kartę graficzną. Oszczędzanie nie polega do końca na tym, ale wydaje mi się, że to dobre rozwiązanie, kiedy do tego oszczędzania jeszcze nie dorośliśmy.

Kiedy zamieszkałem sam i musiałem pamiętać o opłatach itp., zacząłem oszczędzać na jedzeniu. Jako, że nie lubię sobie odmawiać przyjemności, lubię gotować i lubię dobrze zjeść, to musiałem wymyślić coś innego. Przy codziennych zakupach, zamiast dwóch serków, trzech wędlin, pasztetu, kabanosów i warzyw, kupowałem jedną rzecz - tę, na którą akurat miałem ochotę. Dzięki temu unikałem przymuszania się do zjedzenia czegoś albo wyrzucania starego jedzenia. Jest to jakaś oszczędność? Okazuje się, że w ciągu miesiąca owszem, całkiem spora. Jadłem dobrze, nic się nie marnowało, a pieniędzy było więcej, nie mniej.

Kolejnym sposobem jest "saver" (lub coś takiego) - opcja, którą moja karta płatnicza posiada i pewnie obecnie już w przypadku większości banków tak jest. Chodzi o to, że płacąc zbliżeniowo 46zł, 4zł wędruje na konto oszczędnościowe - tak, by łącznie dawało nam to pełną kwotę np. 50zł. Nie jest to dużo, ale zawsze te drobne wędrują gdzieś w inne miejsce i przez miesiąc da się z tego uzbierać pokaźną sumkę.

To w zasadzie tyle. Opcję z pośpiesznym kupowaniem wartościowych rzeczy zanim w ciągu miesiąca przepierdolę wszystko na głupoty, stosuję do tej pory i szczerze polecam.

A, jeszcze jedno - moi znajomi zaopatrzyli się w taką puszeczkę, w którą wrzucają każdą resztę lub jakieś niewielkie pieniążki za każdym razem, kiedy sięgają po papierosa lub przeklną - też działa. Tym bardziej, że tych pieniążków nie da się wyjąć - chyba, że się tę puszeczkę rozwali. Opcja o niebo lepsza od skarbonki.

Jeżeli macie jakieś inne sposoby na oszczędzanie pieniędzy, to piszcie w komentarzach.
Nie zapomnijcie dodać mojego bloga do obserwowanych!

2 komentarze: